Zabezpieczanie Ekstremalnego Rajdu na Orientację

Jak wygląda dzień z życia ratownika POPR? Oto mały urywek
 
 

Opowiada Karolina:

Gdynia, 23 kwietnia 2013 roku
Kolejna kartka z pamiętnika właśnie się zapisuje…

 

               Czekałam na wenę i przyszła dzisiaj, w drodze do pracy. Taki cudownie wiosenny chłodny wiatr. Ręce trochę marzły na manetkach rowerowych.

Przypomniał mi się natychmiast ostatni sobotni poranek–20 kwietnia. Też był chłodny i też mi marzły ręce. Ale nie na manetkach a przy rozkładaniu namiotu…
Harpagan – 45 – nazywany „Ekstremalnym Rajdem na Orientację”. Nazwa – słuszna!
Dla mnie pierwszy i na pewno nie ostatni. To już wiem! Jako wolontariusz, może uczestnik… Jakkolwiek…

Kolejne bezcenne doświadczenie, w którym brałam udział dzięki POPRowi.
Punkt 44, gdzieś głęboko w lesie.
Tam nas – Grzesia i mnie – „przydzielił” organizator. „Dyżurowaliśmy” oficjalnie od 07 rano do 20.00, nieoficjalnie chwilę dłużej.
Naszym zadaniem było przede wszystkim zapisywać na liście numery przybywających na punkt zawodników. A zawodnicy i ich trasy były różne. Trasa piesza 50-, albo 100-kilometrowa. Rowerowa- 200 km. Albo mieszana – 150 km rowerem i 50 km pieszo.

„Obsługiwaliśmy” też plecakoapteczkę. Szczęśliwie, prawie się nie przydała…

Koleżanki, Koledzy na innych punktach, „rozsypani” po całym lesie, wg „rozpiski organizatora”. Tam gdzie nic nie dojeżdża – dojeżdża nasz quad. Słyszę go cały czas. Koledzy jeździli w pełnej gotowości całą noc. Na bazie – punkt medyczny. POPR- wszechobecny :)
Namiot rozbity, ognisko grillowe rozpalone.
Czekamy na pierwszych zawodników. Jest ! Numer 1288.
Potem długo, długo cisza. Nikogo, pusto.
Po jakimś czasie byli kolejni i kolejni. Przyjeżdżali, przychodzili, przybiegali. W pojedynkę, parami, grupami.

Większość współpracowała – z daleka podawali swoje numery. Wielu dzieliło się wrażeniami. Byli też tacy, którzy w milczeniu walczyli.
Pot, łez nie było, błoto, zdejmowane w poszukiwaniu ulgi buty, niezliczone ilości bananów, butelki po izotonikach i ciągłe wpatrywanie się w mapę i kompas. Takie obrazki mi się wyryły w pamięci.

Nie sądziłam, że tak się tym wszystkim przejmę…
A widać można kibicować zupełnie obcym ludziom i przeżywać ich wysiłek, determinację…
I z radością patrzeć jak walczą.
Pasja. Bezcenna wartość…

p.s. Zapamiętałam też dwóch takich uśmiechniętych i z „wypoczętą miną” co „tuż” przed metą (na ok. 15 km przed metą, a po przejściu ponad 70 km – jeżeli mylę jakieś dane liczbowe i to akurat czytacie Panowie – wybaczcie!) na moje „powodzenia” odkrzyknęli „nie potrzebne, jesteśmy profesjonalistami!”
Fajne, mądre, mogło by stać się mottem niejednego z nas…

Harpagan 45 zakończony ! Kawał dobrej, wspólnej POPRowej roboty.

Do następnego!

KKK”

 

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych Grupa wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie treści zamieszczonych na portalu bez zgody POPR jest zabronione.

 

Powrót